Menu Sidebar Widget Area

This is an example widget to show how the Menu Sidebar Widget Area looks by default. You can add custom widgets from the widgets in the admin.

Pan Bóg nie sanepid!😄😄😄

Siedząc jednego dnia przed Mszą Świętą pomyślałam: a nuż… odwiedzę księdza w konfesjonale. Ostatnimi czasy szczególnie ,,uparłam się” na jeden z Kościołów.

Sama nie wiem dlaczego.

Wszakże budowla ma już lata świetności wieeeeeki za sobą.

I czasem tylko wypadałoby wysnuć w głowie katastroficzną wizję… ,,Kiedy to jakiś stare, wysokie prezbiterium tudzież inne ciężkie figury spadną z hukiem i nie daj Boże… zabiją jakiegoś nieszczęśnika?” 🫢

Zasadniczo… stracić życie w świątyni? Chyba trochę nawet łaska jeśli człowiek był w tejże uświęcającej.

Któryś mądry święty rzekł, nie wiem – może o. Pio? ,,Nie sprzątany pokój zarasta kurzem”! Prawda. My też zarastamy. Tym kurzem moralnym zwłaszcza, bo raczej owy święty Pio do tego ,,pił” i o pokoju jako sumieniu prawił.

O ile faktycznie to jego słowa 😄

A to ktoś człowieka zdenerwuje, a to jakiś wulgaryzm niechcący z ust wyjdzie. A to rzekło się coś o osobie, która nam za skórę weszła… 😩

Dobra, trzeba by te ,,śmieci” z duszy powyrzucać w takim razie, pomyślałam. Chociaż dość niedawno tam byłam, ale coś jednak podgryzało sumienie.

Usiadłam na ławeczce nieopodal konfesjonału i myślę: Jak ja lubię tego RADYKALNEGO Księdza, to lepiej może żeby ktoś inny pojawił się: ,,na posterunku pogotowia modlitewnego”. 🫢

Przysiada się nagle w większy klęcznik obok kobietka.

Chyba 80 te urodziny już świętowała, pomyślałam. Wtem pyta wskazującą ręką na niemalże rozlatujący się już konfesjonał:

– A TY TEŻ TU???

– Też, też…

odpowiadam grzecznie przytakując głową.

– NO TO JA BĘDĘ ZA TOBĄ!

Żwawo rzekła na cały kościół (wydawało jej się zapewne, że nikt nie słyszy) i usiadła w klęczniku wyścielonym czerwoną tapicerką.

Za mną jednak, nieco wcześniej zdążyła się już usadowić inna pani.

Siedzimy zatem jak ta trójca.

No nie Święta. Świętych ludzi to ja nie znam. Chociaż… może takich którym ku tej świętości blisko…

Nagle ,,głośna” pani odzywa się patrząc na mnie i moją sąsiadkę z podłużnej ławki:

– Wiecie co… ja pochowałam męża i syna. Syna w 2010 roku…

Mówi jednym tchem patrząc na mnie i drugą kobietę.

– Męża cztery lata później. Ja chodziłam… Do psychologów… do psychiatrów. Nie wiedziałam co robić, rozpacz…!

Słyszy ją już niemalże każdy w wypełnionym klasztorze, ale ona z dziecięcą prostotą kontynuuje:

– I ja pomoc znalazłam właśnie TU! W świątyni… jeden z księży mi pomógł…!

Jej oczy zaszkliły się, ale widać w nich było jednocześnie tyle nadziei.

– Pan Bóg najlepszym lekarzem, a przecież wszyscy idziemy tam gdzie oni… odpowiedziałam.

Wszystkie zgodnie kiwnęłyśmy głowami.

Do kobietki przed którą siedziałam już dłuższy czas, powiedziałam odwracając się:

– Ekhm… jak to moja Ś.P babcia mówiła – trzeba się łoczyścić z grzechów pierworodnych.

I omal nie wybuchłam śmiechem. Kobietę również to rozbawiło.

W ogóle z tym nawykiem śmiechu w poważnych sytuacjach to człowiek czasem… przesadza.

Też tak macie? 🫢

Zwłaszcza kiedy ,,na osi” pojawił się już RADYKALNY Remigiusz i ruszyłam przed siebie, co by nie blokować rosnącej niczym grzyby po deszczu kolejki…